Wyszłam do ogrodu i zauważyłam Axela. Stał z przywiązanymi do tułowia sankami. Z początku wyglądał zabawnie i nawet chciałam się roześmiać ale spostrzegłam, że on nie wygląda jakby było mu do śmiechu. Głowę miał spuszczoną, a wzrok nieobecny.
- Co jest? -spytałam podchodząc bliżej.
Ax?
środa, 11 listopada 2015
Od Axela
- Ej, wracaj tu, jeszcze odżywka z róż! - krzyknęła za mną.
- Wybacz mała. - powiedziałem i wybiegłem z pokoju przedostając się między jej nogami wydostając się na dwór i tarzając w błocie aby zgubić ten kobiecy zapach.
Obie stanęły na tarasie i zaczęły się śmiać.
- Okey, rozumiem że wolisz bardziej męskie zapachy. Zaraz wrócę. - uśmiechnęła się i zniknęła w domu. - Choć Van. - zawołała.
Wytrzepałem się. Rozglądnąłem się po ogrodzie, udało mi się znaleźć jakieś stare sanki, cudem owinąłem sznurek wokół siebie.
- To jest ten moment, Klara Minist i jej cudowna szóstka! Ostatnia prosta, Axel wpatrzony w metę, wydaje się być bardzo zdeterminowany. - mówiłem samo do siebie jak jakiś idiota. - Ale wszystko na nic gdyż jeden błąd głupiego psa zaważył na losie całego zaprzęgu, lód pękł pod nimi, nie mieli żadnych szans, utonęli... - dodałem znacznie ciszej zatrzymując się i spuszczając łeb.
?
- Wybacz mała. - powiedziałem i wybiegłem z pokoju przedostając się między jej nogami wydostając się na dwór i tarzając w błocie aby zgubić ten kobiecy zapach.
Obie stanęły na tarasie i zaczęły się śmiać.
- Okey, rozumiem że wolisz bardziej męskie zapachy. Zaraz wrócę. - uśmiechnęła się i zniknęła w domu. - Choć Van. - zawołała.
Wytrzepałem się. Rozglądnąłem się po ogrodzie, udało mi się znaleźć jakieś stare sanki, cudem owinąłem sznurek wokół siebie.
- To jest ten moment, Klara Minist i jej cudowna szóstka! Ostatnia prosta, Axel wpatrzony w metę, wydaje się być bardzo zdeterminowany. - mówiłem samo do siebie jak jakiś idiota. - Ale wszystko na nic gdyż jeden błąd głupiego psa zaważył na losie całego zaprzęgu, lód pękł pod nimi, nie mieli żadnych szans, utonęli... - dodałem znacznie ciszej zatrzymując się i spuszczając łeb.
?
Od Van
- Z nią nie wygrasz! -zaśmiałam się radośnie.
Axel wciąż próbował się wyszarpać ale moja pani bez problemu wyniosła go z pomieszczenia. Po kilkunastu minutach pies wrócił jeszcze lekko mokry i z niezbyt zadowoloną miną.
- Truskawkowy? -spytał wąchając swoją sierść- Naprawdę?
Padłam na ziemię i zaczęłam tarzać się ze śmiechu.
Ax?
Axel wciąż próbował się wyszarpać ale moja pani bez problemu wyniosła go z pomieszczenia. Po kilkunastu minutach pies wrócił jeszcze lekko mokry i z niezbyt zadowoloną miną.
- Truskawkowy? -spytał wąchając swoją sierść- Naprawdę?
Padłam na ziemię i zaczęłam tarzać się ze śmiechu.
Ax?
Od Axela do Vanessy
- Ładnie tu. - uśmiechnąłem się lekko wąchając materacyk.
Do pokoju weszła właścicielka suczki.
- Chodź, trzeba cię wykąpać. - uśmiechnęła się i chwyciła mnie pod brzuch chcąc mnie podnieść.
- Nie, nie podnoś mnie, jestem za ciężki! - ku mojemu zdziwieniu udało jej się to.
- Pacz, lekki jak piórko. - zwróciła się do suczki.
- Co to, to nie. Puść mnie, ja nie jestem do pieszczenia na rączkach. Bitte! Proszę! - usiłowałem znów ustać na własnych łapach.
?
Do pokoju weszła właścicielka suczki.
- Chodź, trzeba cię wykąpać. - uśmiechnęła się i chwyciła mnie pod brzuch chcąc mnie podnieść.
- Nie, nie podnoś mnie, jestem za ciężki! - ku mojemu zdziwieniu udało jej się to.
- Pacz, lekki jak piórko. - zwróciła się do suczki.
- Co to, to nie. Puść mnie, ja nie jestem do pieszczenia na rączkach. Bitte! Proszę! - usiłowałem znów ustać na własnych łapach.
?
Od Vanessy CD. Axela
Zeskoczyłam z kanapy i ruszyłam w stronę Axela.
- Chodź, pokażę ci gdzie będziesz spał.
Pies w milczeniu ruszył za mną. Przemierzyłam salon, a następnie weszłam do dość dużego pomieszczenia.
- To mój pokój -wyjaśniłam- Możesz spać tu ze mną.
Wyciągnęłam z kąta drugi mały materac i postawiłam obok swojego.
Axel?
- Chodź, pokażę ci gdzie będziesz spał.
Pies w milczeniu ruszył za mną. Przemierzyłam salon, a następnie weszłam do dość dużego pomieszczenia.
- To mój pokój -wyjaśniłam- Możesz spać tu ze mną.
Wyciągnęłam z kąta drugi mały materac i postawiłam obok swojego.
Axel?
Od Axela do Vanessy c.d
Wszedłem do środka, kobieta wzięła Van na ręce, usiadła na kanapę i zaczęła do niej co najmniej dziwnie gadać. Usiadłem przy drzwiach, kierując głowę najpierw na lewo, później na prawo.
?
?
Od Vanessy CD. Axela
Przecisnęłam się z Axelem przez dziurę w ogrodzeniu i razem wbiegliśmy na podwórko. Ja kroczyłam pewnie, dobrze znałam to miejsce, bo to przecież był mój dom. Ax natomiast szedł z tyłu rozglądając się dookoła.
Stanęłam pod drzwiami i głośno zawyłam. Z mieszkania wydobył się jakiś okrzyk i stukot obcasów, a po chwili z mieszkania wyjrzała młoda kobieta, moja pani.
- Van! -uściskała mnie mocno za co polizałam ją po twarzy.
Axel stał z boku wyraźnie skrępowany całą tą sytuacją. Kobieta spojrzała w jego stronę.
- Co to za pies? -spytała.
Podbiegłam do mojego znajomego i błagalnym spojrzeniem udobruchałam sobie właścicielkę.
- W porządku, może zostać. Właźcie do środka -odparła i zamknęła za nami drzwi.
Ax?
Stanęłam pod drzwiami i głośno zawyłam. Z mieszkania wydobył się jakiś okrzyk i stukot obcasów, a po chwili z mieszkania wyjrzała młoda kobieta, moja pani.
- Van! -uściskała mnie mocno za co polizałam ją po twarzy.
Axel stał z boku wyraźnie skrępowany całą tą sytuacją. Kobieta spojrzała w jego stronę.
- Co to za pies? -spytała.
Podbiegłam do mojego znajomego i błagalnym spojrzeniem udobruchałam sobie właścicielkę.
- W porządku, może zostać. Właźcie do środka -odparła i zamknęła za nami drzwi.
Ax?
Od Axela do Vanessy c.d
- Słucham? - przechyliłem lekko łepek na bok.
- Dobrze słyszałeś. - odparła zdecydowanie.
- Jestem trochę za duży na psa kanapowego, nie uważasz? - westchnąłem.
- Będziesz naszym stróżem! - podskoczyła radośnie.
Sam nie wiedziałem co w tym momencie powiedzieć.
- No dobra... - powiedziałem choć i tak byłem niemal pewien, że jej właścicielka mnie wyrzuci.
?
- Dobrze słyszałeś. - odparła zdecydowanie.
- Jestem trochę za duży na psa kanapowego, nie uważasz? - westchnąłem.
- Będziesz naszym stróżem! - podskoczyła radośnie.
Sam nie wiedziałem co w tym momencie powiedzieć.
- No dobra... - powiedziałem choć i tak byłem niemal pewien, że jej właścicielka mnie wyrzuci.
?
Od Vanessy CD. Axela
Uśmiechnęłam się pod nosem i zamerdałam wesoło ogonem. Nareszcie byłam już w domu.
- To co będzie z tobą?
- Nie wiem, ale dam sobie radę. Idź -skinął głową w stronę dziury w ogrodzeniu prowadzącej na moje podwórko.
- Jeśli nie zostaniesz ze mną....To i ja tu nie zostanę. -powiedziałam zerkając na niego.
Axel?
- To co będzie z tobą?
- Nie wiem, ale dam sobie radę. Idź -skinął głową w stronę dziury w ogrodzeniu prowadzącej na moje podwórko.
- Jeśli nie zostaniesz ze mną....To i ja tu nie zostanę. -powiedziałam zerkając na niego.
Axel?
wtorek, 10 listopada 2015
Od Axela
Szliśmy kawałek leśną drogą aż dotarliśmy do osiedla domów i to nie byle jakich. Van zatrzymała się pod jednym z nich, chyba największym. Duży ogród, basen, drzewka...
- No nieźle... - powiedziałem z uznaniem.
?
- No nieźle... - powiedziałem z uznaniem.
?
Od Vanessy CD. Axela
[...] Wybiegliśmy z lotniska i skierowaliśmy się w stronę centrum.
- To gdzie mieszkasz? -spytał dorównując mi kroku.
- No cóż...Musimy przejść jeszcze kawałek. Wieczorem powinniśmy być na miejscu.
Przekroczyliśmy ulicę i wesołym krokiem ruszyliśmy dzielnicami miasta. W końcu zaczęliśmy się zbliżać do mojego domu.
Ax?
- To gdzie mieszkasz? -spytał dorównując mi kroku.
- No cóż...Musimy przejść jeszcze kawałek. Wieczorem powinniśmy być na miejscu.
Przekroczyliśmy ulicę i wesołym krokiem ruszyliśmy dzielnicami miasta. W końcu zaczęliśmy się zbliżać do mojego domu.
Ax?
Od Axela
W jednej chwili, cały świat się zatrzymał. Nastawiłem uszu i spojrzałem na nią gdy się lekko odsunęła.
- Wiesz... miałem chęć zrobić to już wcześniej, ale się bałem... - stwierdziłem.
- Czego?
- Odrzucenia... - przechyliłem lekko łepek i liznąłem ją w nosek. - Chodź, ta walizka chyba ci spokoju nie da. - uśmiechnąłem się lekko robiąc miejsce obok siebie dla Van.
?
- Wiesz... miałem chęć zrobić to już wcześniej, ale się bałem... - stwierdziłem.
- Czego?
- Odrzucenia... - przechyliłem lekko łepek i liznąłem ją w nosek. - Chodź, ta walizka chyba ci spokoju nie da. - uśmiechnąłem się lekko robiąc miejsce obok siebie dla Van.
?
Od Vanessy CD. Axela
- Naprawdę? -poczułam, że się czerwienię- Dzięki
Leżeliśmy schowani za pudłami naprzeciwko siebie. Axel patrzył mi w oczy, a ja też nie mogłam oderwać od niego swoich. Leżąc tak w milczeniu miałam mieszane uczucia. Z jednej strony to wspaniale, że wracam do domu ale z drugiej każda minuta w samolocie zbliżała mnie do rozstania z nowym znajomym.
Po kilku godzinach samolot wylądował na lotnisku i razem wybiegliśmy na zewnątrz chowając się za tłumem pasażerów.
- Axel...Ja nie chcę się rozstawać -powiedziałam gorączkowo rozglądając się wokół, by uniknąć spotkania z kółkami od walizek, które już kilkakrotnie przejechały mi po ogonie. -Zostań ze mną.
- Nie mogę -powiedział odwracając wzrok.
Ostatnie chwile z Axelem. Nie mogłam pozwolić by tak po prostu odszedł. Nie myśląc wiele zbliżyłam swój pysk do niego obdarowując psa lekkim pocałunkiem.
Axel?
Leżeliśmy schowani za pudłami naprzeciwko siebie. Axel patrzył mi w oczy, a ja też nie mogłam oderwać od niego swoich. Leżąc tak w milczeniu miałam mieszane uczucia. Z jednej strony to wspaniale, że wracam do domu ale z drugiej każda minuta w samolocie zbliżała mnie do rozstania z nowym znajomym.
Po kilku godzinach samolot wylądował na lotnisku i razem wybiegliśmy na zewnątrz chowając się za tłumem pasażerów.
- Axel...Ja nie chcę się rozstawać -powiedziałam gorączkowo rozglądając się wokół, by uniknąć spotkania z kółkami od walizek, które już kilkakrotnie przejechały mi po ogonie. -Zostań ze mną.
- Nie mogę -powiedział odwracając wzrok.
Ostatnie chwile z Axelem. Nie mogłam pozwolić by tak po prostu odszedł. Nie myśląc wiele zbliżyłam swój pysk do niego obdarowując psa lekkim pocałunkiem.
Axel?
Od Axela do Vanessy
Po kilku godzinach doszliśmy do miasteczka gdzie było lotnisko, wmieszaliśmy się w tłum udając nam się dostać do samolotu.
- Nie jest to pierwsza klasa, ale zawsze coś. - uśmiechnąłem się lekko gdy skryliśmy się za bagażami i gdy wzbiliśmy się w powietrze. - Wiesz co... masz bardzo ładne oczy...
?
- Nie jest to pierwsza klasa, ale zawsze coś. - uśmiechnąłem się lekko gdy skryliśmy się za bagażami i gdy wzbiliśmy się w powietrze. - Wiesz co... masz bardzo ładne oczy...
?
Od Vanessy CD. Axela
- Przestań! Przecież nie dasz rady -powiedziałam próbując zsunąć się z jego grzbietu.
- Nie wierzysz we mnie? -zaśmiał się- Daj spokój. Ja sobie poradzę, a ty idź spać.
Zgodziłam się choć czułam się trochę winna, że Axel z dodatkowym obciążeniem będzie musiał maszerować przez to pole. Opuściłam głowę i wsłuchując się w kroki psa zasnęłam.
Axel?
- Nie wierzysz we mnie? -zaśmiał się- Daj spokój. Ja sobie poradzę, a ty idź spać.
Zgodziłam się choć czułam się trochę winna, że Axel z dodatkowym obciążeniem będzie musiał maszerować przez to pole. Opuściłam głowę i wsłuchując się w kroki psa zasnęłam.
Axel?
Od Axela do Vanessy c.d
W tym momencie zrobiło mi się ciepło na sercu, niby to nie wiele, ale jednak...
- Zmęczona już jestem. - ziewnęła.
Rozejrzałem się dookoła, wokół nas tylko pole i nic więcej, nie będziemy tu spać bo to przecież nie jest za bezpieczne. Wziąłem suczkę na grzbiet, czułem na sobie jej wzrok.
- No co? Nie ma tu gdzie się przespać, odpoczniesz sobie trochę.
?
- Zmęczona już jestem. - ziewnęła.
Rozejrzałem się dookoła, wokół nas tylko pole i nic więcej, nie będziemy tu spać bo to przecież nie jest za bezpieczne. Wziąłem suczkę na grzbiet, czułem na sobie jej wzrok.
- No co? Nie ma tu gdzie się przespać, odpoczniesz sobie trochę.
?
Od Vanessy CD. Axela
"Znaleźć się w domu i to jeszcze dziś czy wędrować całymi dniami w towarzystwie Axela?" -zadałam sobie sama pytanie.
Nad odpowiedzią wcale nie musiałam się zastanawiać. Odwróciłam się od nieznajomego i trzepiąc go ogonem po twarzy odparłam wesołym tonem.
- Dzięki ale nie skorzystam -po czym szybkim truchtem dogoniłam Axela.
- Jak chcesz ale szybko zmienisz zdanie! -krzyknął za mną
- Czemu nie lecisz? -spytał Ax gdy maszerowaliśmy już obok siebie.
- Wole twoje towarzystwo -rzuciłam krótko uśmiechając się.
Axel?
Nad odpowiedzią wcale nie musiałam się zastanawiać. Odwróciłam się od nieznajomego i trzepiąc go ogonem po twarzy odparłam wesołym tonem.
- Dzięki ale nie skorzystam -po czym szybkim truchtem dogoniłam Axela.
- Jak chcesz ale szybko zmienisz zdanie! -krzyknął za mną
- Czemu nie lecisz? -spytał Ax gdy maszerowaliśmy już obok siebie.
- Wole twoje towarzystwo -rzuciłam krótko uśmiechając się.
Axel?
Od Axela do Vanessy (c.d)
- To nie możliwe. - powiedziałem jedynie.
- Dlaczego? - spytała.
- Po prostu. - westchnąłem.
Usiadłem tuż przy krawędzi wagonu patrząc na księżyc i wyjąc raz. Westchnąłem i położyłem się spać, tak samo jak Van.
Na miejsce dotarliśmy po kilku dniach, mimo iż jesteśmy w podróży już dość długo, nadal daleko do domu Vanessy, jednak z każdym dniem coraz bliżej.
- Dobra mała, dzień odpoczynku. Jesteśmy w psim parku, jest tu dosłownie wszystko, czysta woda, dobre żarcie i wiele innych, jutro ruszymy dalej. - powiedziałem.
- Ale tu fajnie... - zamerdała ogonem.
Ruszyliśmy w stronę poidła, przechodziliśmy obok "ziemi" rodowodowych.
- No proszę, proszę... kogo my tu mamy. - Bosco uśmiechnął się wrednie.
- Spadaj. - warknąłem.
- A co ślicznotka robi z tym kundlem? - spojrzał na Vanessę z miłym uśmiechem.
- Axel pomaga mi dotrzeć do domu. - wyjaśniła.
- A skąd jesteś, że musi ci pomagać?
- Australia. - westchnęła.
- Zero problemu, moja właścicielka załatwi ci przelot pierwszą klasą i już po kilku godzinach będziesz w domu. A tymczasem zapraszam na ziemię rodowodowych, Grom, Błysk przynieście jej coś dobrego do jedzenia, zapraszam. - uśmiechnął się do niej.
Van podniosła łeb spoglądając na mnie pytająco.
- Idź, dotrzesz bezpiecznie do domu. Było mi miło. - uśmiechnąłem się sztucznie i ruszyłem w swoją stronę.
?
- Dlaczego? - spytała.
- Po prostu. - westchnąłem.
Usiadłem tuż przy krawędzi wagonu patrząc na księżyc i wyjąc raz. Westchnąłem i położyłem się spać, tak samo jak Van.
Na miejsce dotarliśmy po kilku dniach, mimo iż jesteśmy w podróży już dość długo, nadal daleko do domu Vanessy, jednak z każdym dniem coraz bliżej.
- Dobra mała, dzień odpoczynku. Jesteśmy w psim parku, jest tu dosłownie wszystko, czysta woda, dobre żarcie i wiele innych, jutro ruszymy dalej. - powiedziałem.
- Ale tu fajnie... - zamerdała ogonem.
Ruszyliśmy w stronę poidła, przechodziliśmy obok "ziemi" rodowodowych.
- No proszę, proszę... kogo my tu mamy. - Bosco uśmiechnął się wrednie.
- A co ślicznotka robi z tym kundlem? - spojrzał na Vanessę z miłym uśmiechem.
- Axel pomaga mi dotrzeć do domu. - wyjaśniła.
- A skąd jesteś, że musi ci pomagać?
- Australia. - westchnęła.
- Zero problemu, moja właścicielka załatwi ci przelot pierwszą klasą i już po kilku godzinach będziesz w domu. A tymczasem zapraszam na ziemię rodowodowych, Grom, Błysk przynieście jej coś dobrego do jedzenia, zapraszam. - uśmiechnął się do niej.
Van podniosła łeb spoglądając na mnie pytająco.
- Idź, dotrzesz bezpiecznie do domu. Było mi miło. - uśmiechnąłem się sztucznie i ruszyłem w swoją stronę.
?
Od Vanessy CD. Axela
Zamerdałam wesoło ogonem na te słowa i w milczeniu patrzyłam na towarzysza.
- To co zamierzasz zrobić? Odprowadzisz mnie pod same drzwi domu i potem...?
- Sam nie wiem -odparł spoglądając na Kojota.
Odwróciłam wzrok i nie bardzo wiedząc co zrobić odwróciłam się od Axela. Wdrapałam się na jedną ze skrzynek pod oknem i siadając na niej patrzyłam na krajobraz umykający szybko za nami.
- Masz zamiar potem wrócić? Do Niemczech lub na Alaskę?
Ax?
Od Axela do Vanessy (c.d)
Skinąłem zrozumiale głową i podsunąłem jej pod nos śniadanie które podwędziłem ludziom. Po kilku minutach gdy zjadała ruszyliśmy dalej, po jakiś dwóch godzinach dotarliśmy do stajni. Podeszliśmy do otwartego wagonu.
- Tutaj się żegnamy mała, Kojot zorganizuje przesiadkę. - starałem się nie wyrażać żadnych uczuć.
- Dobry dzień, panienka się rozgości. - skinął głową.

Podsadziłem ją do wagonu.
- Jak to się żegnamy? - spytała, spuściłem łeb i zamknąłem oczy. Pociąg powoli ruszył. - Axel... myślałam że jesteśmy przyjaciółmi... - powiedziała smutno.
- Nie podnoś głowy, nie podnoś... - uczucia wygrały, podniosłem łeb. - Co ja robię... - mruknąłem i ruszyłem w pogoń za pociągiem.
- Dalej, biegnij, dasz radę! - krzyczała radośnie.
W końcu skoczyłem i usiłowałem wdrapać się do środka.
- Nie pogardzę pomocą... - mruknąłem.
- Tak, jasne! - złapała mnie za ucho i ciągnęła do siebie.
- Dobra, dobra, nie pomagasz! - jęknąłem.
Po chwili byłem już w środku, odetchnąłem z ulgą.
- Wiedziałam. - uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz, jeśli uratowało się komuś życie jest się za nie w jakiś sposób odpowiedzialnym. - odwzajemniłem gest.
?
- Tutaj się żegnamy mała, Kojot zorganizuje przesiadkę. - starałem się nie wyrażać żadnych uczuć.
- Dobry dzień, panienka się rozgości. - skinął głową.
Podsadziłem ją do wagonu.
- Jak to się żegnamy? - spytała, spuściłem łeb i zamknąłem oczy. Pociąg powoli ruszył. - Axel... myślałam że jesteśmy przyjaciółmi... - powiedziała smutno.
- Nie podnoś głowy, nie podnoś... - uczucia wygrały, podniosłem łeb. - Co ja robię... - mruknąłem i ruszyłem w pogoń za pociągiem.
- Dalej, biegnij, dasz radę! - krzyczała radośnie.
W końcu skoczyłem i usiłowałem wdrapać się do środka.
- Nie pogardzę pomocą... - mruknąłem.
- Tak, jasne! - złapała mnie za ucho i ciągnęła do siebie.
- Dobra, dobra, nie pomagasz! - jęknąłem.
Po chwili byłem już w środku, odetchnąłem z ulgą.
- Wiedziałam. - uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz, jeśli uratowało się komuś życie jest się za nie w jakiś sposób odpowiedzialnym. - odwzajemniłem gest.
?
Od Vanessy CD. Axela
Położyłam się na ziemi i niemal od razu zasnęłam. Jednak tęsknota za domem nie pozwoliła mi spać spokojnie.
"Szłam ciemną drogą. Wokół było dziwnie cicho. Słychać było tylko szybkie kroki psa...Skręciłam za róg budynku i spojrzałam przed siebie. Dom, w którym mieszkałam, był...Nie, to nie był już mój dom. Moje zabawki, które zawsze porozwalane były na trawie w ogrodzie, zniknęły. Wejrzałam przez okno i zobaczyłam moją panią. Siedziała na kanapie i rzucała piłkę w przeciwległy kąt. Z początku tego nie zauważyłam, ale w tamtym właśnie miejscu siedział jakiś pies....Czyżby mnie porzuciła? Tak szybko o mnie zapomniała? Odsunęłam się od okna jak oparzała i bez namysłu popędziłam przed siebie. Wbiegłam na ulicą i...ostanie co usłyszałam to klakson samochodu i straszliwy ból..."
- Van! Van! -obudziło mnie głośne nawoływanie.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół. Axel siedział naprzeciwko mnie i przyglądał mi się z niepokojem.
- Wszystko ok?
- Tak -odparłam- Czemu pytasz?
- Piszczałaś coś przez sen i bez przerwy szarpałaś się z boku na bok. Zły sen?
- Zgadłeś...-na mój pysk wkradł się uśmieszek.
Ax?
"Szłam ciemną drogą. Wokół było dziwnie cicho. Słychać było tylko szybkie kroki psa...Skręciłam za róg budynku i spojrzałam przed siebie. Dom, w którym mieszkałam, był...Nie, to nie był już mój dom. Moje zabawki, które zawsze porozwalane były na trawie w ogrodzie, zniknęły. Wejrzałam przez okno i zobaczyłam moją panią. Siedziała na kanapie i rzucała piłkę w przeciwległy kąt. Z początku tego nie zauważyłam, ale w tamtym właśnie miejscu siedział jakiś pies....Czyżby mnie porzuciła? Tak szybko o mnie zapomniała? Odsunęłam się od okna jak oparzała i bez namysłu popędziłam przed siebie. Wbiegłam na ulicą i...ostanie co usłyszałam to klakson samochodu i straszliwy ból..."
- Van! Van! -obudziło mnie głośne nawoływanie.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół. Axel siedział naprzeciwko mnie i przyglądał mi się z niepokojem.
- Wszystko ok?
- Tak -odparłam- Czemu pytasz?
- Piszczałaś coś przez sen i bez przerwy szarpałaś się z boku na bok. Zły sen?
- Zgadłeś...-na mój pysk wkradł się uśmieszek.
Ax?
niedziela, 25 października 2015
Od Axela do Vanessy
Mieliśmy szczęście, że udało nam się natknąć na ten pociąg. Trochę skręcało mnie w żołądku z głodu dlatego też podszedłem do jednej ze skrzynek i przekąsiłem co nieco.
Nastała noc, gdyby nie pociąg, jeszcze dobre kilka dni byśmy szli wzdłuż tych torów. Podszedłem do otwartych drzwiczek w wagonie przez które tu wskoczyliśmy i usiadłem naprzeciw nich patrząc w księżyc w pełni, zupełnie taki, jak tamtego dnia...
- Axel? - usłyszałem nagle głos Vanessy, spojrzałem na nią pytająco. - Mogę o coś spytać? - usiadła koło mnie.
- O co?
- Od zawsze mieszkałeś w Niemczech? - pokręciłem przecząco głową. - To skąd jesteś?
- Z Alaski, byłem psem zaprzęgowym.
- I co się stało? Wyrzucili cię, a może pogryzłeś się z kimś?
- Nie chcę o tym gadać, prześpij się, za jakiś czas będziemy na miejscu. - mruknąłem kładąc się.
?
Nastała noc, gdyby nie pociąg, jeszcze dobre kilka dni byśmy szli wzdłuż tych torów. Podszedłem do otwartych drzwiczek w wagonie przez które tu wskoczyliśmy i usiadłem naprzeciw nich patrząc w księżyc w pełni, zupełnie taki, jak tamtego dnia...
- Axel? - usłyszałem nagle głos Vanessy, spojrzałem na nią pytająco. - Mogę o coś spytać? - usiadła koło mnie.
- O co?
- Od zawsze mieszkałeś w Niemczech? - pokręciłem przecząco głową. - To skąd jesteś?
- Z Alaski, byłem psem zaprzęgowym.
- I co się stało? Wyrzucili cię, a może pogryzłeś się z kimś?
- Nie chcę o tym gadać, prześpij się, za jakiś czas będziemy na miejscu. - mruknąłem kładąc się.
?
Od Vanessy do Axela
Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę. Szliśmy opustoszałą dróżką wzdłuż torów. Rozmowa nie bardzo się kleiła, więc większość czasu pokonywaliśmy w milczeniu.
Po jakiejś godzinie usłyszeliśmy odgłos kół za nami. Odwróciliśmy głowy by ujrzeć pędzący w naszą stronę pociąg. Axel od razu rzucił się biegiem za nim.
- Co ty robisz? -spytałam starając się go dogonić.
- Musimy do niego wsiąść. Wtedy uda nam się szybciej pokonać drogę. -krzyknął i nie czekając ani chwili dłużej wskoczył przez otwarte drzwi do środka.
- Czekaj! -krzyczałam rozpaczliwie nie mogąc wskoczyć do przedziału.
W końcu po kilku nieudanych próbach znalazłam się w środku.
- Spójrz! Ale nam się trafiło, tu jest masa jedzenia -zwrócił się do mnie pokazując skrzynie wypełnione prowiantem.
Zadowolona z takiego obrotu spraw usiadłam na jednej ze skrzyń błądząc wzrokiem za oknem.
Axel?
Po jakiejś godzinie usłyszeliśmy odgłos kół za nami. Odwróciliśmy głowy by ujrzeć pędzący w naszą stronę pociąg. Axel od razu rzucił się biegiem za nim.
- Co ty robisz? -spytałam starając się go dogonić.
- Musimy do niego wsiąść. Wtedy uda nam się szybciej pokonać drogę. -krzyknął i nie czekając ani chwili dłużej wskoczył przez otwarte drzwi do środka.
- Czekaj! -krzyczałam rozpaczliwie nie mogąc wskoczyć do przedziału.
W końcu po kilku nieudanych próbach znalazłam się w środku.
- Spójrz! Ale nam się trafiło, tu jest masa jedzenia -zwrócił się do mnie pokazując skrzynie wypełnione prowiantem.
Zadowolona z takiego obrotu spraw usiadłam na jednej ze skrzyń błądząc wzrokiem za oknem.
Axel?
sobota, 24 października 2015
Od Axela do Vanessy
Suczka wedle mojego polecenia schowała się w krzakach. Była mniejsza ode mnie, mnie by było widać. Położyłem się na boku drogi, zamykając oczy i wstrzymując oddech, udając zdechłego psa. Tak jak myślałem, przestraszyli się i uciekli. Mogliśmy iść dalej. Całą dzień szliśmy, dla mnie to norma, natomiast Vanessa była zmęczona i musieliśmy zrobić nocleg. Zatrzymaliśmy się nad jeziorem, suczka nie mogła znieść swojej brudnej sierści i weszła do wody przez co później było jej zimo. Ukradłem jednym z ludzi nocujących pod namiotami koc, po czym przykryłem suczkę.
- Nie jesteś głodny? - spytała podnosząc łepek.
- Nie. A ty jesteś? - skinęła lekko głową. - Zaraz coś skołuję. - zapewniłem i rozejrzałem się dookoła.
Podszedłem do ludzi udając kalekę i piszcząc. Oczywiście "Ojejku, jaki biedny piesek!" i dali mi dość duży kawałek kiełbasy. Wróciłem do swojej towarzyszki, kładąc jej pod nos jedzenie. - Smacznego.
Cofnąłem się kilka kroków i położyłem na trawie. Koc nie był za wielki, byśmy się zmieścili, jednak nie chciałem się wpychać.
?
- Nie jesteś głodny? - spytała podnosząc łepek.
- Nie. A ty jesteś? - skinęła lekko głową. - Zaraz coś skołuję. - zapewniłem i rozejrzałem się dookoła.
Podszedłem do ludzi udając kalekę i piszcząc. Oczywiście "Ojejku, jaki biedny piesek!" i dali mi dość duży kawałek kiełbasy. Wróciłem do swojej towarzyszki, kładąc jej pod nos jedzenie. - Smacznego.
Cofnąłem się kilka kroków i położyłem na trawie. Koc nie był za wielki, byśmy się zmieścili, jednak nie chciałem się wpychać.
?
Od Vanessy do Axela
Położyłam się pod kocem i zasnęłam niemal natychmiast. Gdy rano się obudziłam pierwsze co ujrzałam to puszka z lekko nadpsutym tuńczykiem leżąca tuż przede mną. Spojrzałam na Axela, który mi ją przyniósł.
- Co to jest? -spytałam patrząc z niesmakiem na jedzenie.
- Śniadanie. Musisz coś zjeść zanim wyruszymy dalej -odparł obojętnie
- To jest śniadanie? Przecież to jest zepsute.
Axel spojrzał na mnie zrezygnowany.
- Jak ci nie pasuje możesz nie jeść. Chyba nie myślałaś, że będziemy się żywili pysznymi obiadkami, które podaje ci w domu osobisty kucharz?
- Bardzo śmieszne... -burknęłam i zatopiłam kły w tuńczyku.
Kolejny pies ma mnie za zwykłą "wybredną królewnę". Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Ale czy to moja wina, że normalnie nie jem czegoś takiego?
Godzinę później wychodziliśmy już z miasta wchodząc na porośnięte trawą pole.
- Niedobrze -mrukną pod nosem Axel.
- O co chodzi? -zaczęłam się nerwowo rozglądać
- Nie ma gdzie się ukryć. Idąc tędy będziemy widoczni z daleka.
Nie mając jednak innego wyboru ruszyliśmy drogą przed siebie. Szliśmy w milczeniu od czasu do czasu oglądając się za siebie i nasłuchując. Po jakimś kwadransie Axel zagrodził mi drogę łapą obserwując teren.
- Cholera. Hycle -zaklął pod nosem i pchnął mnie w błoto.
Ax?
- Co to jest? -spytałam patrząc z niesmakiem na jedzenie.
- Śniadanie. Musisz coś zjeść zanim wyruszymy dalej -odparł obojętnie
- To jest śniadanie? Przecież to jest zepsute.
Axel spojrzał na mnie zrezygnowany.
- Jak ci nie pasuje możesz nie jeść. Chyba nie myślałaś, że będziemy się żywili pysznymi obiadkami, które podaje ci w domu osobisty kucharz?
- Bardzo śmieszne... -burknęłam i zatopiłam kły w tuńczyku.
Kolejny pies ma mnie za zwykłą "wybredną królewnę". Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Ale czy to moja wina, że normalnie nie jem czegoś takiego?
Godzinę później wychodziliśmy już z miasta wchodząc na porośnięte trawą pole.
- Niedobrze -mrukną pod nosem Axel.
- O co chodzi? -zaczęłam się nerwowo rozglądać
- Nie ma gdzie się ukryć. Idąc tędy będziemy widoczni z daleka.
Nie mając jednak innego wyboru ruszyliśmy drogą przed siebie. Szliśmy w milczeniu od czasu do czasu oglądając się za siebie i nasłuchując. Po jakimś kwadransie Axel zagrodził mi drogę łapą obserwując teren.
- Cholera. Hycle -zaklął pod nosem i pchnął mnie w błoto.
Ax?
Od Axela do Vanessy
- Chodź. - powiedziałem i ruszyłem szybkim krokiem w stronę centrum miasta.
- Gdzie idziemy? - spytała dorównując mi kroku.
- Trzeba znaleźć schronienie, w nocy nie możemy się szwendać bo nas hycle złapią. - wyjaśniłem. Nagle usłyszeliśmy szczekanie, wszędzie je rozpoznam, to był El Diablo. - Wstrzymaj oddech. - powiedziałem i nie czekając na odpowiedź pchnąłem ją nosem w kałużę.
- Zwariowałeś? - wyszła z kałuży i otrzepała się.
- El Diablo zna twój zapach. - wyjaśniłem.
- Super, trąci ode mnie zmokłym psem... - mruknęła niezadowolona.
- Ja tam nic nie czuję. - westchnąłem.
- Nie żartuj.
Ruszyłem dalej, po kilku minutach dotarliśmy do opuszczonego budynku gdzie zawsze nocowali bezdomni. Dziś było ich raptem trzech, a paliły się dwa ogniska, jedno było całe dla nas. Przytargałem nam koc.
- Wyśpij się, jutro ciężki dzień...
?
- Gdzie idziemy? - spytała dorównując mi kroku.
- Trzeba znaleźć schronienie, w nocy nie możemy się szwendać bo nas hycle złapią. - wyjaśniłem. Nagle usłyszeliśmy szczekanie, wszędzie je rozpoznam, to był El Diablo. - Wstrzymaj oddech. - powiedziałem i nie czekając na odpowiedź pchnąłem ją nosem w kałużę.
- Zwariowałeś? - wyszła z kałuży i otrzepała się.
- El Diablo zna twój zapach. - wyjaśniłem.
- Super, trąci ode mnie zmokłym psem... - mruknęła niezadowolona.
- Ja tam nic nie czuję. - westchnąłem.
- Nie żartuj.
Ruszyłem dalej, po kilku minutach dotarliśmy do opuszczonego budynku gdzie zawsze nocowali bezdomni. Dziś było ich raptem trzech, a paliły się dwa ogniska, jedno było całe dla nas. Przytargałem nam koc.
- Wyśpij się, jutro ciężki dzień...
?
Od Vanessy do Axela
Szczerze wątpiłam w to, że Axel zdoła mi pomóc gdy powiem mu skąd jestem.
- Mieszkam w Australii. Konkretnie w Sydney.
Widząc minę psa domyśliłam się, że spodziewał się, że mój dom jest gdzieś bliżej.
- To przecież zupełnie inny kontynent -pokręcił głową zrezygnowany.
- Czyli mi nie pomożesz? -spytałam czując, że dopiero dociera do mnie to, w jakiej sytuacji się znalazłam.
Przecież jestem miliony kilometrów od domu. Moi właściciele nie mają pojęcia co się ze mną dzieje i nawet nie wiem czy kiedykolwiek ich zobaczę. Szanse na powrót bez pomocy nowego znajomego z pewnością będą zerowe.
- No cóż -westchnął głośno- Mogę spróbować.
Zamerdałam ogonem ale Axel chyba nie podzielał mojego entuzjazmu.
- Tylko pamiętaj, niczego nie obiecuję -powiedział
Axel?
Od Axela
Spokój jaki tu panował zagłuszyło szczekanie i piszczenie nowego psa, tym razem była to nieduża suczka. Od momentu gdy zamknęli za nią drzwi od klatki, cały czas ujadała.
- Szkoda gardła, nikt cię tu nie usłyszy. - mruknąłem podnosząc lekko głowę i spoglądając w jej stronę.
- Łatwo mówić. - westchnęła rozpaczliwie. - Gdzie ja jestem, czemu?
- Berlin wita, walki psów, mówi ci to coś? - spojrzała jedynie na mnie zdziwiona.
- Moim żywiołem jest spokojne życie z nutką adrenaliny, a nie walki... - jęknęła. Wywróciłem oczami i położyłem pysk na łapach. - A ten co? - spytała kierując wzrok na Desa.
- Modli się jak codziennie przed walką. - westchnąłem.
Nagle do pomieszczenia wszedł Tom, jeden z tych popaprańców. Wszystkie psy pochowały się w rogi klatek, mężczyzna ku nieszczęściu wziął suczkę. Poderwałem się z miejsca...
Mijały minuty, słychać było ujadanie El Diabła. Chodziłem dookoła klatki, zastanawiając się co zrobić. Ostatecznie cudem udało mi się otworzyć klatkę. Skoczyłem przednimi łapami na przycisk otwierający wszystkie klatki. Ruszyłem biegiem w stronę odbiegających pisków i szczekania. Przeskoczyłem ogrodzenie stając pomiędzy suczką a dobermanem i wystawiając kły.
- Uciekaj! - krzyknąłem.
- Gdzie?! - jęknęła przestraszona.
Westchnąłem. Szybko podbiegłem do niej, podniosłem ją lekko głową pomagając przeskoczyć przez bramkę, po chwili również sam uciekłem. Wszyscy wybiegli z budynku w tym samym czasie.
- Szybciej mała, szybciej! - oglądnąłem się za siebie, byli coraz bliżej.
Przed nami rozciągnął się wysoki płot, psy przechodziły pod dziurą w płocie.
- Nie zmieścisz się! - krzyknęła.
- O mnie się nie martw.
Gdy tylko suczka przecisnęła się przez dziurę, skoczyłem na siatkę bez problemu ją przeskakując. Dzięki tej przeszkodzie udało nam się uciec tym zbirom. Było można odsapnąć.
- Powodzenia mała. - powiedziałem jedynie.
- Ej, czekaj. - stanęła mi na drodze. - Nie jestem mała, tylko Vanessa... i nawet nie wiem gdzie jestem. - powiedziała smutno, opuszczając łepek.
- Jestem Axel, powiedz, skąd ty w ogóle jesteś?
- Więc mi pomożesz? - zamerdała ogonem.
- Warum ich? Dlaczego ja? - mruknąłem pod nosem. - Odpowiedz na pytanie, zobaczymy co da się zrobić.
?
- Szkoda gardła, nikt cię tu nie usłyszy. - mruknąłem podnosząc lekko głowę i spoglądając w jej stronę.
- Łatwo mówić. - westchnęła rozpaczliwie. - Gdzie ja jestem, czemu?
- Berlin wita, walki psów, mówi ci to coś? - spojrzała jedynie na mnie zdziwiona.
- Moim żywiołem jest spokojne życie z nutką adrenaliny, a nie walki... - jęknęła. Wywróciłem oczami i położyłem pysk na łapach. - A ten co? - spytała kierując wzrok na Desa.
- Modli się jak codziennie przed walką. - westchnąłem.
Nagle do pomieszczenia wszedł Tom, jeden z tych popaprańców. Wszystkie psy pochowały się w rogi klatek, mężczyzna ku nieszczęściu wziął suczkę. Poderwałem się z miejsca...
Mijały minuty, słychać było ujadanie El Diabła. Chodziłem dookoła klatki, zastanawiając się co zrobić. Ostatecznie cudem udało mi się otworzyć klatkę. Skoczyłem przednimi łapami na przycisk otwierający wszystkie klatki. Ruszyłem biegiem w stronę odbiegających pisków i szczekania. Przeskoczyłem ogrodzenie stając pomiędzy suczką a dobermanem i wystawiając kły.
- Uciekaj! - krzyknąłem.
- Gdzie?! - jęknęła przestraszona.
Westchnąłem. Szybko podbiegłem do niej, podniosłem ją lekko głową pomagając przeskoczyć przez bramkę, po chwili również sam uciekłem. Wszyscy wybiegli z budynku w tym samym czasie.
- Szybciej mała, szybciej! - oglądnąłem się za siebie, byli coraz bliżej.
Przed nami rozciągnął się wysoki płot, psy przechodziły pod dziurą w płocie.
- Nie zmieścisz się! - krzyknęła.
- O mnie się nie martw.
Gdy tylko suczka przecisnęła się przez dziurę, skoczyłem na siatkę bez problemu ją przeskakując. Dzięki tej przeszkodzie udało nam się uciec tym zbirom. Było można odsapnąć.
- Powodzenia mała. - powiedziałem jedynie.
- Ej, czekaj. - stanęła mi na drodze. - Nie jestem mała, tylko Vanessa... i nawet nie wiem gdzie jestem. - powiedziała smutno, opuszczając łepek.
- Jestem Axel, powiedz, skąd ty w ogóle jesteś?
- Więc mi pomożesz? - zamerdała ogonem.
- Warum ich? Dlaczego ja? - mruknąłem pod nosem. - Odpowiedz na pytanie, zobaczymy co da się zrobić.
?
Od Vanessy do Axela
Moja pani jak zwykle wyszła na parę godzin do centrum handlowego, więc postanowiłam wyjść na krótki spacer. Zapewne ona nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej pies wałęsa się po mieście za każdym razem gdy gdzieś wychodzi.
Trąciłam nosem okno i sprawnie wyskoczyłam na podwórko. Teraz od ulicy dzieliło mnie tylko wysokie, metalowe ogrodzenie. Ale co to dla takiej suczki jak ja... Podkopałam się pod prętami i wybiegłam na jezdnię. Zaczęłam obserwować samochody czekając aż, któryś się zatrzyma i przeszłam na drugą stronę. Stojąc na chodniku rozejrzałam się wokół, myśląc którą drogę powinnam dziś wybrać. Nagle usłyszałam dźwięk klaksonu, a potem obok mnie zatrzymało się czarne auto.
Uważnie przyjrzałam się kierowcy -umięśniony, ponury mężczyzna zbliżał się do mnie szybkim krokiem. Zdezorientowana zaczęłam się wycofywać ale po chwili ktoś stojący za mną złapał mnie wpół i nim zdążyłam go ugryźć wsadził mnie do bagażnika i zatrzasnął drzwi.
Szczekałam tak głośno jak mogłam ale nikt nie zwrócił uwagi na odjeżdżające auto z zamkniętym w bagażniku psem. Nie wiem jak długo trwała podróż, dokąd jechaliśmy... Wiem tylko tyle, że miejsce do którego dotarliśmy wcale mi się nie podobało.
Axel?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)