- Ej, wracaj tu, jeszcze odżywka z róż! - krzyknęła za mną.
- Wybacz mała. - powiedziałem i wybiegłem z pokoju przedostając się między jej nogami wydostając się na dwór i tarzając w błocie aby zgubić ten kobiecy zapach.
Obie stanęły na tarasie i zaczęły się śmiać.
- Okey, rozumiem że wolisz bardziej męskie zapachy. Zaraz wrócę. - uśmiechnęła się i zniknęła w domu. - Choć Van. - zawołała.
Wytrzepałem się. Rozglądnąłem się po ogrodzie, udało mi się znaleźć jakieś stare sanki, cudem owinąłem sznurek wokół siebie.
- To jest ten moment, Klara Minist i jej cudowna szóstka! Ostatnia prosta, Axel wpatrzony w metę, wydaje się być bardzo zdeterminowany. - mówiłem samo do siebie jak jakiś idiota. - Ale wszystko na nic gdyż jeden błąd głupiego psa zaważył na losie całego zaprzęgu, lód pękł pod nimi, nie mieli żadnych szans, utonęli... - dodałem znacznie ciszej zatrzymując się i spuszczając łeb.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz