sobota, 24 października 2015

Od Vanessy do Axela

Moja pani jak zwykle wyszła na parę godzin do centrum handlowego, więc postanowiłam wyjść na krótki spacer. Zapewne ona nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej pies wałęsa się po mieście za każdym razem gdy gdzieś wychodzi.
Trąciłam nosem okno i sprawnie wyskoczyłam na podwórko. Teraz od ulicy dzieliło mnie tylko wysokie, metalowe ogrodzenie. Ale co to dla takiej suczki jak ja... Podkopałam się pod prętami i wybiegłam na jezdnię. Zaczęłam obserwować samochody czekając aż, któryś się zatrzyma i przeszłam na drugą stronę. Stojąc na chodniku rozejrzałam się wokół, myśląc którą drogę powinnam dziś wybrać. Nagle usłyszałam dźwięk klaksonu, a potem obok mnie zatrzymało się czarne auto. 
Uważnie przyjrzałam się kierowcy -umięśniony, ponury mężczyzna zbliżał się do mnie szybkim krokiem. Zdezorientowana zaczęłam się wycofywać ale po chwili ktoś stojący za mną złapał mnie wpół i nim zdążyłam go ugryźć wsadził mnie do bagażnika i zatrzasnął drzwi.
Szczekałam tak głośno jak mogłam ale nikt nie zwrócił uwagi na odjeżdżające auto z zamkniętym w bagażniku psem. Nie wiem jak długo trwała podróż, dokąd jechaliśmy... Wiem tylko tyle, że miejsce do którego dotarliśmy wcale mi się nie podobało.

Axel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz