sobota, 24 października 2015

Od Vanessy do Axela

Położyłam się pod kocem i zasnęłam niemal natychmiast. Gdy rano się obudziłam pierwsze co ujrzałam to puszka z lekko nadpsutym tuńczykiem leżąca tuż przede mną. Spojrzałam na Axela, który mi ją przyniósł.
- Co to jest? -spytałam patrząc z niesmakiem na jedzenie.
- Śniadanie. Musisz coś zjeść zanim wyruszymy dalej -odparł obojętnie
- To jest śniadanie? Przecież to jest zepsute.
Axel spojrzał na mnie zrezygnowany.
- Jak ci nie pasuje możesz nie jeść. Chyba nie myślałaś, że będziemy się żywili pysznymi obiadkami, które podaje ci w domu osobisty kucharz?
- Bardzo śmieszne... -burknęłam i zatopiłam kły w tuńczyku.
Kolejny pies ma mnie za zwykłą "wybredną królewnę". Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Ale czy to moja wina, że normalnie nie jem czegoś takiego?
Godzinę później wychodziliśmy już z miasta wchodząc na porośnięte trawą pole.
- Niedobrze -mrukną pod nosem Axel.
- O co chodzi? -zaczęłam się nerwowo rozglądać
- Nie ma gdzie się ukryć. Idąc tędy będziemy widoczni z daleka.
Nie mając jednak innego wyboru ruszyliśmy drogą przed siebie. Szliśmy w milczeniu od czasu do czasu oglądając się za siebie i nasłuchując. Po jakimś kwadransie Axel zagrodził mi drogę łapą obserwując teren.
- Cholera. Hycle -zaklął pod nosem i pchnął mnie w błoto.

Ax?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz