- Dlaczego? - spytała.
- Po prostu. - westchnąłem.
Usiadłem tuż przy krawędzi wagonu patrząc na księżyc i wyjąc raz. Westchnąłem i położyłem się spać, tak samo jak Van.
Na miejsce dotarliśmy po kilku dniach, mimo iż jesteśmy w podróży już dość długo, nadal daleko do domu Vanessy, jednak z każdym dniem coraz bliżej.
- Dobra mała, dzień odpoczynku. Jesteśmy w psim parku, jest tu dosłownie wszystko, czysta woda, dobre żarcie i wiele innych, jutro ruszymy dalej. - powiedziałem.
- Ale tu fajnie... - zamerdała ogonem.
Ruszyliśmy w stronę poidła, przechodziliśmy obok "ziemi" rodowodowych.
- No proszę, proszę... kogo my tu mamy. - Bosco uśmiechnął się wrednie.
- A co ślicznotka robi z tym kundlem? - spojrzał na Vanessę z miłym uśmiechem.
- Axel pomaga mi dotrzeć do domu. - wyjaśniła.
- A skąd jesteś, że musi ci pomagać?
- Australia. - westchnęła.
- Zero problemu, moja właścicielka załatwi ci przelot pierwszą klasą i już po kilku godzinach będziesz w domu. A tymczasem zapraszam na ziemię rodowodowych, Grom, Błysk przynieście jej coś dobrego do jedzenia, zapraszam. - uśmiechnął się do niej.
Van podniosła łeb spoglądając na mnie pytająco.
- Idź, dotrzesz bezpiecznie do domu. Było mi miło. - uśmiechnąłem się sztucznie i ruszyłem w swoją stronę.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz