Suczka wedle mojego polecenia schowała się w krzakach. Była mniejsza ode mnie, mnie by było widać. Położyłem się na boku drogi, zamykając oczy i wstrzymując oddech, udając zdechłego psa. Tak jak myślałem, przestraszyli się i uciekli. Mogliśmy iść dalej. Całą dzień szliśmy, dla mnie to norma, natomiast Vanessa była zmęczona i musieliśmy zrobić nocleg. Zatrzymaliśmy się nad jeziorem, suczka nie mogła znieść swojej brudnej sierści i weszła do wody przez co później było jej zimo. Ukradłem jednym z ludzi nocujących pod namiotami koc, po czym przykryłem suczkę.
- Nie jesteś głodny? - spytała podnosząc łepek.
- Nie. A ty jesteś? - skinęła lekko głową. - Zaraz coś skołuję. - zapewniłem i rozejrzałem się dookoła.
Podszedłem do ludzi udając kalekę i piszcząc. Oczywiście "Ojejku, jaki biedny piesek!" i dali mi dość duży kawałek kiełbasy. Wróciłem do swojej towarzyszki, kładąc jej pod nos jedzenie. - Smacznego.
Cofnąłem się kilka kroków i położyłem na trawie. Koc nie był za wielki, byśmy się zmieścili, jednak nie chciałem się wpychać.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz