wtorek, 10 listopada 2015

Od Axela do Vanessy (c.d)

Skinąłem zrozumiale głową i podsunąłem jej pod nos śniadanie które podwędziłem ludziom. Po kilku minutach gdy zjadała ruszyliśmy dalej, po jakiś dwóch godzinach dotarliśmy do stajni. Podeszliśmy do otwartego wagonu.
- Tutaj się żegnamy mała, Kojot zorganizuje przesiadkę. - starałem się nie wyrażać żadnych uczuć.
- Dobry dzień, panienka się rozgości. - skinął głową.

Podsadziłem ją do wagonu.
- Jak to się żegnamy? - spytała, spuściłem łeb i zamknąłem oczy. Pociąg powoli ruszył. - Axel... myślałam że jesteśmy przyjaciółmi... - powiedziała smutno.
- Nie podnoś głowy, nie podnoś... - uczucia wygrały, podniosłem łeb. - Co ja robię... - mruknąłem i ruszyłem w pogoń za pociągiem.
- Dalej, biegnij, dasz radę! - krzyczała radośnie.
W końcu skoczyłem i usiłowałem wdrapać się do środka.
- Nie pogardzę pomocą... - mruknąłem.
- Tak, jasne! - złapała mnie za ucho i ciągnęła do siebie.
- Dobra, dobra, nie pomagasz! - jęknąłem.
Po chwili byłem już w środku, odetchnąłem z ulgą.
- Wiedziałam. - uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz, jeśli uratowało się komuś życie jest się za nie w jakiś sposób odpowiedzialnym. - odwzajemniłem gest.

?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz