środa, 11 listopada 2015

Od Van CD. Axela

Wyszłam do ogrodu i zauważyłam Axela. Stał z przywiązanymi do tułowia sankami. Z początku wyglądał zabawnie i nawet chciałam się roześmiać ale spostrzegłam, że on nie wygląda jakby było mu do śmiechu. Głowę miał spuszczoną, a wzrok nieobecny.
- Co jest? -spytałam podchodząc bliżej.

Ax?

Od Axela

- Ej, wracaj tu, jeszcze odżywka z róż! - krzyknęła za mną.
- Wybacz mała. - powiedziałem i wybiegłem z pokoju przedostając się między jej nogami wydostając się na dwór i tarzając w błocie aby zgubić ten kobiecy zapach.
Obie stanęły na tarasie i zaczęły się śmiać.
- Okey, rozumiem że wolisz bardziej męskie zapachy. Zaraz wrócę. - uśmiechnęła się i zniknęła w domu. - Choć Van. - zawołała.
Wytrzepałem się. Rozglądnąłem się po ogrodzie, udało mi się znaleźć jakieś stare sanki, cudem owinąłem sznurek wokół siebie.
- To jest ten moment, Klara Minist i jej cudowna szóstka! Ostatnia prosta, Axel wpatrzony w metę, wydaje się być bardzo zdeterminowany. - mówiłem samo do siebie jak jakiś idiota. - Ale wszystko na nic gdyż jeden błąd głupiego psa zaważył na losie całego zaprzęgu, lód pękł pod nimi, nie mieli żadnych szans, utonęli... - dodałem znacznie ciszej zatrzymując się i spuszczając łeb.

?

Od Van

- Z nią nie wygrasz! -zaśmiałam się radośnie.
Axel wciąż próbował się wyszarpać ale moja pani bez problemu wyniosła go z pomieszczenia. Po kilkunastu minutach pies wrócił jeszcze lekko mokry i z niezbyt zadowoloną miną.
- Truskawkowy? -spytał wąchając swoją sierść- Naprawdę?
Padłam na ziemię i zaczęłam tarzać się ze śmiechu.

Ax?

Od Axela do Vanessy

- Ładnie tu. - uśmiechnąłem się lekko wąchając materacyk.
Do pokoju weszła właścicielka suczki.
- Chodź, trzeba cię wykąpać. - uśmiechnęła się i chwyciła mnie pod brzuch chcąc mnie podnieść.
- Nie, nie podnoś mnie, jestem za ciężki! - ku mojemu zdziwieniu udało jej się to.
- Pacz, lekki jak piórko. - zwróciła się do suczki.
- Co to, to nie. Puść mnie, ja nie jestem do pieszczenia na rączkach. Bitte! Proszę! - usiłowałem znów ustać na własnych łapach.

?

Od Vanessy CD. Axela

Zeskoczyłam z kanapy i ruszyłam w stronę Axela.
- Chodź, pokażę ci gdzie będziesz spał.
Pies w milczeniu ruszył za mną. Przemierzyłam salon, a następnie weszłam do dość dużego pomieszczenia.
- To mój pokój -wyjaśniłam- Możesz spać tu ze mną.
Wyciągnęłam z kąta drugi mały materac i postawiłam obok swojego.

Axel?

Od Axela do Vanessy c.d

Wszedłem do środka, kobieta wzięła Van na ręce, usiadła na kanapę i zaczęła do niej co najmniej dziwnie gadać. Usiadłem przy drzwiach, kierując głowę najpierw na lewo, później na prawo.

?

Od Vanessy CD. Axela

Przecisnęłam się z Axelem przez dziurę w ogrodzeniu i razem wbiegliśmy na podwórko. Ja kroczyłam pewnie, dobrze znałam to miejsce, bo to przecież był mój dom. Ax natomiast szedł z tyłu rozglądając się dookoła.
Stanęłam pod drzwiami i głośno zawyłam. Z mieszkania wydobył się jakiś okrzyk i stukot obcasów, a po chwili z mieszkania wyjrzała młoda kobieta, moja pani.
- Van! -uściskała mnie mocno za co polizałam ją po twarzy.
Axel stał z boku wyraźnie skrępowany całą tą sytuacją. Kobieta spojrzała w jego stronę.
- Co to za pies? -spytała.
Podbiegłam do mojego znajomego i błagalnym spojrzeniem udobruchałam sobie właścicielkę.
- W porządku, może zostać. Właźcie do środka -odparła i zamknęła za nami drzwi.

Ax?

Od Axela do Vanessy c.d

- Słucham? - przechyliłem lekko łepek na bok.
- Dobrze słyszałeś. - odparła zdecydowanie.
- Jestem trochę za duży na psa kanapowego, nie uważasz? - westchnąłem.
- Będziesz naszym stróżem! - podskoczyła radośnie.
Sam nie wiedziałem co w tym momencie powiedzieć.
- No dobra... - powiedziałem choć i tak byłem niemal pewien, że jej właścicielka mnie wyrzuci.

?

Od Vanessy CD. Axela

Uśmiechnęłam się pod nosem i zamerdałam wesoło ogonem. Nareszcie byłam już w domu.
- To co będzie z tobą?
- Nie wiem, ale dam sobie radę. Idź -skinął głową w stronę dziury w ogrodzeniu prowadzącej na moje podwórko.
- Jeśli nie zostaniesz ze mną....To i ja tu nie zostanę. -powiedziałam zerkając na niego.

Axel?

wtorek, 10 listopada 2015

Od Axela

Szliśmy kawałek leśną drogą aż dotarliśmy do osiedla domów i to nie byle jakich. Van zatrzymała się pod jednym z nich, chyba największym. Duży ogród, basen, drzewka...
- No nieźle... - powiedziałem z uznaniem.

?

Od Vanessy CD. Axela

[...] Wybiegliśmy z lotniska i skierowaliśmy się w stronę centrum.
- To gdzie mieszkasz? -spytał dorównując mi kroku.
- No cóż...Musimy przejść jeszcze kawałek. Wieczorem powinniśmy być na miejscu.
Przekroczyliśmy ulicę i wesołym krokiem ruszyliśmy dzielnicami miasta. W końcu zaczęliśmy się zbliżać do mojego domu.

Ax?

Od Axela

W jednej chwili, cały świat się zatrzymał. Nastawiłem uszu i spojrzałem na nią gdy się lekko odsunęła.
- Wiesz... miałem chęć zrobić to już wcześniej, ale się bałem... - stwierdziłem.
- Czego?
- Odrzucenia... - przechyliłem lekko łepek i liznąłem ją w nosek. - Chodź, ta walizka chyba ci spokoju nie da. - uśmiechnąłem się lekko robiąc miejsce obok siebie dla Van.

?

Od Vanessy CD. Axela

- Naprawdę? -poczułam, że się czerwienię- Dzięki
Leżeliśmy schowani za pudłami naprzeciwko siebie. Axel patrzył mi w oczy, a ja też nie mogłam oderwać od niego swoich. Leżąc tak w milczeniu miałam mieszane uczucia. Z jednej strony to wspaniale, że wracam do domu ale z drugiej każda minuta w samolocie zbliżała mnie do rozstania z nowym znajomym.
Po kilku godzinach samolot wylądował na lotnisku i razem wybiegliśmy na zewnątrz chowając się za tłumem pasażerów.
- Axel...Ja nie chcę się rozstawać -powiedziałam gorączkowo rozglądając się wokół, by uniknąć spotkania z kółkami od walizek, które już kilkakrotnie przejechały mi po ogonie. -Zostań ze mną.
- Nie mogę -powiedział odwracając wzrok.
Ostatnie chwile z Axelem. Nie mogłam pozwolić by tak po prostu odszedł. Nie myśląc wiele zbliżyłam swój pysk do niego obdarowując psa lekkim pocałunkiem.

Axel?

Od Axela do Vanessy

Po kilku godzinach doszliśmy do miasteczka gdzie było lotnisko, wmieszaliśmy się w tłum udając nam się dostać do samolotu.
- Nie jest to pierwsza klasa, ale zawsze coś. - uśmiechnąłem się lekko gdy skryliśmy się za bagażami i gdy wzbiliśmy się w powietrze. - Wiesz co... masz bardzo ładne oczy...

?

Od Vanessy CD. Axela

- Przestań! Przecież nie dasz rady -powiedziałam próbując zsunąć się z jego grzbietu.
- Nie wierzysz we mnie? -zaśmiał się- Daj spokój. Ja sobie poradzę, a ty idź spać.
Zgodziłam się choć czułam się trochę winna, że Axel z dodatkowym obciążeniem będzie musiał maszerować przez to pole. Opuściłam głowę i wsłuchując się w kroki psa zasnęłam.

Axel?

Od Axela do Vanessy c.d

W tym momencie zrobiło mi się ciepło na sercu, niby to nie wiele, ale jednak...

- Zmęczona już jestem. - ziewnęła.
Rozejrzałem się dookoła, wokół nas tylko pole i nic więcej, nie będziemy tu spać bo to przecież nie jest za bezpieczne. Wziąłem suczkę na grzbiet, czułem na sobie jej wzrok.
- No co? Nie ma tu gdzie się przespać, odpoczniesz sobie trochę.

?

Od Vanessy CD. Axela

"Znaleźć się w domu i to jeszcze dziś czy wędrować całymi dniami w towarzystwie Axela?" -zadałam sobie sama pytanie.
Nad odpowiedzią wcale nie musiałam się zastanawiać. Odwróciłam się od nieznajomego i trzepiąc go ogonem po twarzy odparłam wesołym tonem.
- Dzięki ale nie skorzystam -po czym szybkim truchtem dogoniłam Axela.
- Jak chcesz ale szybko zmienisz zdanie! -krzyknął za mną
- Czemu nie lecisz? -spytał Ax gdy maszerowaliśmy już obok siebie.
- Wole twoje towarzystwo -rzuciłam krótko uśmiechając się.

Axel?

Od Axela do Vanessy (c.d)

- To nie możliwe. - powiedziałem jedynie.
- Dlaczego? - spytała.
- Po prostu. - westchnąłem.
Usiadłem tuż przy krawędzi wagonu patrząc na księżyc i wyjąc raz. Westchnąłem i położyłem się spać, tak samo jak Van.

Na miejsce dotarliśmy po kilku dniach, mimo iż jesteśmy w podróży już dość długo, nadal daleko do domu Vanessy, jednak z każdym dniem coraz bliżej.
- Dobra mała, dzień odpoczynku. Jesteśmy w psim parku, jest tu dosłownie wszystko, czysta woda, dobre żarcie i wiele innych, jutro ruszymy dalej. - powiedziałem.
- Ale tu fajnie... - zamerdała ogonem.
Ruszyliśmy w stronę poidła, przechodziliśmy obok "ziemi" rodowodowych.
- No proszę, proszę... kogo my tu mamy. - Bosco uśmiechnął się wrednie.
- Spadaj. - warknąłem.
- A co ślicznotka robi z tym kundlem? - spojrzał na Vanessę z miłym uśmiechem.
- Axel pomaga mi dotrzeć do domu. - wyjaśniła.
- A skąd jesteś, że musi ci pomagać?
- Australia. - westchnęła.
- Zero problemu, moja właścicielka załatwi ci przelot pierwszą klasą i już po kilku godzinach będziesz w domu. A tymczasem zapraszam na ziemię rodowodowych, Grom, Błysk przynieście jej coś dobrego do jedzenia, zapraszam. - uśmiechnął się do niej.
Van podniosła łeb spoglądając na mnie pytająco.
- Idź, dotrzesz bezpiecznie do domu. Było mi miło. - uśmiechnąłem się sztucznie i ruszyłem w swoją stronę.

?

Od Vanessy CD. Axela

Zamerdałam wesoło ogonem na te słowa i w milczeniu patrzyłam na towarzysza. 
- To co zamierzasz zrobić? Odprowadzisz mnie pod same drzwi domu i potem...?
- Sam nie wiem -odparł spoglądając na Kojota.
Odwróciłam wzrok i nie bardzo wiedząc co zrobić odwróciłam się od Axela. Wdrapałam się na jedną ze skrzynek pod oknem i siadając na niej patrzyłam na krajobraz umykający szybko za nami. 
- Masz zamiar potem wrócić? Do Niemczech lub na Alaskę?

Ax?

Od Axela do Vanessy (c.d)

Skinąłem zrozumiale głową i podsunąłem jej pod nos śniadanie które podwędziłem ludziom. Po kilku minutach gdy zjadała ruszyliśmy dalej, po jakiś dwóch godzinach dotarliśmy do stajni. Podeszliśmy do otwartego wagonu.
- Tutaj się żegnamy mała, Kojot zorganizuje przesiadkę. - starałem się nie wyrażać żadnych uczuć.
- Dobry dzień, panienka się rozgości. - skinął głową.

Podsadziłem ją do wagonu.
- Jak to się żegnamy? - spytała, spuściłem łeb i zamknąłem oczy. Pociąg powoli ruszył. - Axel... myślałam że jesteśmy przyjaciółmi... - powiedziała smutno.
- Nie podnoś głowy, nie podnoś... - uczucia wygrały, podniosłem łeb. - Co ja robię... - mruknąłem i ruszyłem w pogoń za pociągiem.
- Dalej, biegnij, dasz radę! - krzyczała radośnie.
W końcu skoczyłem i usiłowałem wdrapać się do środka.
- Nie pogardzę pomocą... - mruknąłem.
- Tak, jasne! - złapała mnie za ucho i ciągnęła do siebie.
- Dobra, dobra, nie pomagasz! - jęknąłem.
Po chwili byłem już w środku, odetchnąłem z ulgą.
- Wiedziałam. - uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz, jeśli uratowało się komuś życie jest się za nie w jakiś sposób odpowiedzialnym. - odwzajemniłem gest.

?

Od Vanessy CD. Axela

Położyłam się na ziemi i niemal od razu zasnęłam. Jednak tęsknota za domem nie pozwoliła mi spać spokojnie.
"Szłam ciemną drogą. Wokół było dziwnie cicho. Słychać było tylko szybkie kroki psa...Skręciłam za róg budynku i spojrzałam przed siebie. Dom, w którym mieszkałam, był...Nie, to nie był już mój dom. Moje zabawki, które zawsze porozwalane były na trawie w ogrodzie, zniknęły. Wejrzałam przez okno i zobaczyłam moją panią. Siedziała na kanapie i rzucała piłkę w przeciwległy kąt. Z początku tego nie zauważyłam, ale w tamtym właśnie miejscu siedział jakiś pies....Czyżby mnie porzuciła? Tak szybko o mnie zapomniała? Odsunęłam się od okna jak oparzała i bez namysłu popędziłam przed siebie. Wbiegłam na ulicą i...ostanie co usłyszałam to klakson samochodu i straszliwy ból..."
- Van! Van! -obudziło mnie głośne nawoływanie.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół. Axel siedział naprzeciwko mnie i przyglądał mi się z niepokojem.
- Wszystko ok?
- Tak -odparłam- Czemu pytasz?
- Piszczałaś coś przez sen i bez przerwy szarpałaś się z boku na bok. Zły sen?
- Zgadłeś...-na mój pysk wkradł się uśmieszek.

Ax?