Mieliśmy szczęście, że udało nam się natknąć na ten pociąg. Trochę skręcało mnie w żołądku z głodu dlatego też podszedłem do jednej ze skrzynek i przekąsiłem co nieco.
Nastała noc, gdyby nie pociąg, jeszcze dobre kilka dni byśmy szli wzdłuż tych torów. Podszedłem do otwartych drzwiczek w wagonie przez które tu wskoczyliśmy i usiadłem naprzeciw nich patrząc w księżyc w pełni, zupełnie taki, jak tamtego dnia...
- Axel? - usłyszałem nagle głos Vanessy, spojrzałem na nią pytająco. - Mogę o coś spytać? - usiadła koło mnie.
- O co?
- Od zawsze mieszkałeś w Niemczech? - pokręciłem przecząco głową. - To skąd jesteś?
- Z Alaski, byłem psem zaprzęgowym.
- I co się stało? Wyrzucili cię, a może pogryzłeś się z kimś?
- Nie chcę o tym gadać, prześpij się, za jakiś czas będziemy na miejscu. - mruknąłem kładąc się.
?
niedziela, 25 października 2015
Od Vanessy do Axela
Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę. Szliśmy opustoszałą dróżką wzdłuż torów. Rozmowa nie bardzo się kleiła, więc większość czasu pokonywaliśmy w milczeniu.
Po jakiejś godzinie usłyszeliśmy odgłos kół za nami. Odwróciliśmy głowy by ujrzeć pędzący w naszą stronę pociąg. Axel od razu rzucił się biegiem za nim.
- Co ty robisz? -spytałam starając się go dogonić.
- Musimy do niego wsiąść. Wtedy uda nam się szybciej pokonać drogę. -krzyknął i nie czekając ani chwili dłużej wskoczył przez otwarte drzwi do środka.
- Czekaj! -krzyczałam rozpaczliwie nie mogąc wskoczyć do przedziału.
W końcu po kilku nieudanych próbach znalazłam się w środku.
- Spójrz! Ale nam się trafiło, tu jest masa jedzenia -zwrócił się do mnie pokazując skrzynie wypełnione prowiantem.
Zadowolona z takiego obrotu spraw usiadłam na jednej ze skrzyń błądząc wzrokiem za oknem.
Axel?
Po jakiejś godzinie usłyszeliśmy odgłos kół za nami. Odwróciliśmy głowy by ujrzeć pędzący w naszą stronę pociąg. Axel od razu rzucił się biegiem za nim.
- Co ty robisz? -spytałam starając się go dogonić.
- Musimy do niego wsiąść. Wtedy uda nam się szybciej pokonać drogę. -krzyknął i nie czekając ani chwili dłużej wskoczył przez otwarte drzwi do środka.
- Czekaj! -krzyczałam rozpaczliwie nie mogąc wskoczyć do przedziału.
W końcu po kilku nieudanych próbach znalazłam się w środku.
- Spójrz! Ale nam się trafiło, tu jest masa jedzenia -zwrócił się do mnie pokazując skrzynie wypełnione prowiantem.
Zadowolona z takiego obrotu spraw usiadłam na jednej ze skrzyń błądząc wzrokiem za oknem.
Axel?
sobota, 24 października 2015
Od Axela do Vanessy
Suczka wedle mojego polecenia schowała się w krzakach. Była mniejsza ode mnie, mnie by było widać. Położyłem się na boku drogi, zamykając oczy i wstrzymując oddech, udając zdechłego psa. Tak jak myślałem, przestraszyli się i uciekli. Mogliśmy iść dalej. Całą dzień szliśmy, dla mnie to norma, natomiast Vanessa była zmęczona i musieliśmy zrobić nocleg. Zatrzymaliśmy się nad jeziorem, suczka nie mogła znieść swojej brudnej sierści i weszła do wody przez co później było jej zimo. Ukradłem jednym z ludzi nocujących pod namiotami koc, po czym przykryłem suczkę.
- Nie jesteś głodny? - spytała podnosząc łepek.
- Nie. A ty jesteś? - skinęła lekko głową. - Zaraz coś skołuję. - zapewniłem i rozejrzałem się dookoła.
Podszedłem do ludzi udając kalekę i piszcząc. Oczywiście "Ojejku, jaki biedny piesek!" i dali mi dość duży kawałek kiełbasy. Wróciłem do swojej towarzyszki, kładąc jej pod nos jedzenie. - Smacznego.
Cofnąłem się kilka kroków i położyłem na trawie. Koc nie był za wielki, byśmy się zmieścili, jednak nie chciałem się wpychać.
?
- Nie jesteś głodny? - spytała podnosząc łepek.
- Nie. A ty jesteś? - skinęła lekko głową. - Zaraz coś skołuję. - zapewniłem i rozejrzałem się dookoła.
Podszedłem do ludzi udając kalekę i piszcząc. Oczywiście "Ojejku, jaki biedny piesek!" i dali mi dość duży kawałek kiełbasy. Wróciłem do swojej towarzyszki, kładąc jej pod nos jedzenie. - Smacznego.
Cofnąłem się kilka kroków i położyłem na trawie. Koc nie był za wielki, byśmy się zmieścili, jednak nie chciałem się wpychać.
?
Od Vanessy do Axela
Położyłam się pod kocem i zasnęłam niemal natychmiast. Gdy rano się obudziłam pierwsze co ujrzałam to puszka z lekko nadpsutym tuńczykiem leżąca tuż przede mną. Spojrzałam na Axela, który mi ją przyniósł.
- Co to jest? -spytałam patrząc z niesmakiem na jedzenie.
- Śniadanie. Musisz coś zjeść zanim wyruszymy dalej -odparł obojętnie
- To jest śniadanie? Przecież to jest zepsute.
Axel spojrzał na mnie zrezygnowany.
- Jak ci nie pasuje możesz nie jeść. Chyba nie myślałaś, że będziemy się żywili pysznymi obiadkami, które podaje ci w domu osobisty kucharz?
- Bardzo śmieszne... -burknęłam i zatopiłam kły w tuńczyku.
Kolejny pies ma mnie za zwykłą "wybredną królewnę". Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Ale czy to moja wina, że normalnie nie jem czegoś takiego?
Godzinę później wychodziliśmy już z miasta wchodząc na porośnięte trawą pole.
- Niedobrze -mrukną pod nosem Axel.
- O co chodzi? -zaczęłam się nerwowo rozglądać
- Nie ma gdzie się ukryć. Idąc tędy będziemy widoczni z daleka.
Nie mając jednak innego wyboru ruszyliśmy drogą przed siebie. Szliśmy w milczeniu od czasu do czasu oglądając się za siebie i nasłuchując. Po jakimś kwadransie Axel zagrodził mi drogę łapą obserwując teren.
- Cholera. Hycle -zaklął pod nosem i pchnął mnie w błoto.
Ax?
- Co to jest? -spytałam patrząc z niesmakiem na jedzenie.
- Śniadanie. Musisz coś zjeść zanim wyruszymy dalej -odparł obojętnie
- To jest śniadanie? Przecież to jest zepsute.
Axel spojrzał na mnie zrezygnowany.
- Jak ci nie pasuje możesz nie jeść. Chyba nie myślałaś, że będziemy się żywili pysznymi obiadkami, które podaje ci w domu osobisty kucharz?
- Bardzo śmieszne... -burknęłam i zatopiłam kły w tuńczyku.
Kolejny pies ma mnie za zwykłą "wybredną królewnę". Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Ale czy to moja wina, że normalnie nie jem czegoś takiego?
Godzinę później wychodziliśmy już z miasta wchodząc na porośnięte trawą pole.
- Niedobrze -mrukną pod nosem Axel.
- O co chodzi? -zaczęłam się nerwowo rozglądać
- Nie ma gdzie się ukryć. Idąc tędy będziemy widoczni z daleka.
Nie mając jednak innego wyboru ruszyliśmy drogą przed siebie. Szliśmy w milczeniu od czasu do czasu oglądając się za siebie i nasłuchując. Po jakimś kwadransie Axel zagrodził mi drogę łapą obserwując teren.
- Cholera. Hycle -zaklął pod nosem i pchnął mnie w błoto.
Ax?
Od Axela do Vanessy
- Chodź. - powiedziałem i ruszyłem szybkim krokiem w stronę centrum miasta.
- Gdzie idziemy? - spytała dorównując mi kroku.
- Trzeba znaleźć schronienie, w nocy nie możemy się szwendać bo nas hycle złapią. - wyjaśniłem. Nagle usłyszeliśmy szczekanie, wszędzie je rozpoznam, to był El Diablo. - Wstrzymaj oddech. - powiedziałem i nie czekając na odpowiedź pchnąłem ją nosem w kałużę.
- Zwariowałeś? - wyszła z kałuży i otrzepała się.
- El Diablo zna twój zapach. - wyjaśniłem.
- Super, trąci ode mnie zmokłym psem... - mruknęła niezadowolona.
- Ja tam nic nie czuję. - westchnąłem.
- Nie żartuj.
Ruszyłem dalej, po kilku minutach dotarliśmy do opuszczonego budynku gdzie zawsze nocowali bezdomni. Dziś było ich raptem trzech, a paliły się dwa ogniska, jedno było całe dla nas. Przytargałem nam koc.
- Wyśpij się, jutro ciężki dzień...
?
- Gdzie idziemy? - spytała dorównując mi kroku.
- Trzeba znaleźć schronienie, w nocy nie możemy się szwendać bo nas hycle złapią. - wyjaśniłem. Nagle usłyszeliśmy szczekanie, wszędzie je rozpoznam, to był El Diablo. - Wstrzymaj oddech. - powiedziałem i nie czekając na odpowiedź pchnąłem ją nosem w kałużę.
- Zwariowałeś? - wyszła z kałuży i otrzepała się.
- El Diablo zna twój zapach. - wyjaśniłem.
- Super, trąci ode mnie zmokłym psem... - mruknęła niezadowolona.
- Ja tam nic nie czuję. - westchnąłem.
- Nie żartuj.
Ruszyłem dalej, po kilku minutach dotarliśmy do opuszczonego budynku gdzie zawsze nocowali bezdomni. Dziś było ich raptem trzech, a paliły się dwa ogniska, jedno było całe dla nas. Przytargałem nam koc.
- Wyśpij się, jutro ciężki dzień...
?
Od Vanessy do Axela
Szczerze wątpiłam w to, że Axel zdoła mi pomóc gdy powiem mu skąd jestem.
- Mieszkam w Australii. Konkretnie w Sydney.
Widząc minę psa domyśliłam się, że spodziewał się, że mój dom jest gdzieś bliżej.
- To przecież zupełnie inny kontynent -pokręcił głową zrezygnowany.
- Czyli mi nie pomożesz? -spytałam czując, że dopiero dociera do mnie to, w jakiej sytuacji się znalazłam.
Przecież jestem miliony kilometrów od domu. Moi właściciele nie mają pojęcia co się ze mną dzieje i nawet nie wiem czy kiedykolwiek ich zobaczę. Szanse na powrót bez pomocy nowego znajomego z pewnością będą zerowe.
- No cóż -westchnął głośno- Mogę spróbować.
Zamerdałam ogonem ale Axel chyba nie podzielał mojego entuzjazmu.
- Tylko pamiętaj, niczego nie obiecuję -powiedział
Axel?
Od Axela
Spokój jaki tu panował zagłuszyło szczekanie i piszczenie nowego psa, tym razem była to nieduża suczka. Od momentu gdy zamknęli za nią drzwi od klatki, cały czas ujadała.
- Szkoda gardła, nikt cię tu nie usłyszy. - mruknąłem podnosząc lekko głowę i spoglądając w jej stronę.
- Łatwo mówić. - westchnęła rozpaczliwie. - Gdzie ja jestem, czemu?
- Berlin wita, walki psów, mówi ci to coś? - spojrzała jedynie na mnie zdziwiona.
- Moim żywiołem jest spokojne życie z nutką adrenaliny, a nie walki... - jęknęła. Wywróciłem oczami i położyłem pysk na łapach. - A ten co? - spytała kierując wzrok na Desa.
- Modli się jak codziennie przed walką. - westchnąłem.
Nagle do pomieszczenia wszedł Tom, jeden z tych popaprańców. Wszystkie psy pochowały się w rogi klatek, mężczyzna ku nieszczęściu wziął suczkę. Poderwałem się z miejsca...
Mijały minuty, słychać było ujadanie El Diabła. Chodziłem dookoła klatki, zastanawiając się co zrobić. Ostatecznie cudem udało mi się otworzyć klatkę. Skoczyłem przednimi łapami na przycisk otwierający wszystkie klatki. Ruszyłem biegiem w stronę odbiegających pisków i szczekania. Przeskoczyłem ogrodzenie stając pomiędzy suczką a dobermanem i wystawiając kły.
- Uciekaj! - krzyknąłem.
- Gdzie?! - jęknęła przestraszona.
Westchnąłem. Szybko podbiegłem do niej, podniosłem ją lekko głową pomagając przeskoczyć przez bramkę, po chwili również sam uciekłem. Wszyscy wybiegli z budynku w tym samym czasie.
- Szybciej mała, szybciej! - oglądnąłem się za siebie, byli coraz bliżej.
Przed nami rozciągnął się wysoki płot, psy przechodziły pod dziurą w płocie.
- Nie zmieścisz się! - krzyknęła.
- O mnie się nie martw.
Gdy tylko suczka przecisnęła się przez dziurę, skoczyłem na siatkę bez problemu ją przeskakując. Dzięki tej przeszkodzie udało nam się uciec tym zbirom. Było można odsapnąć.
- Powodzenia mała. - powiedziałem jedynie.
- Ej, czekaj. - stanęła mi na drodze. - Nie jestem mała, tylko Vanessa... i nawet nie wiem gdzie jestem. - powiedziała smutno, opuszczając łepek.
- Jestem Axel, powiedz, skąd ty w ogóle jesteś?
- Więc mi pomożesz? - zamerdała ogonem.
- Warum ich? Dlaczego ja? - mruknąłem pod nosem. - Odpowiedz na pytanie, zobaczymy co da się zrobić.
?
- Szkoda gardła, nikt cię tu nie usłyszy. - mruknąłem podnosząc lekko głowę i spoglądając w jej stronę.
- Łatwo mówić. - westchnęła rozpaczliwie. - Gdzie ja jestem, czemu?
- Berlin wita, walki psów, mówi ci to coś? - spojrzała jedynie na mnie zdziwiona.
- Moim żywiołem jest spokojne życie z nutką adrenaliny, a nie walki... - jęknęła. Wywróciłem oczami i położyłem pysk na łapach. - A ten co? - spytała kierując wzrok na Desa.
- Modli się jak codziennie przed walką. - westchnąłem.
Nagle do pomieszczenia wszedł Tom, jeden z tych popaprańców. Wszystkie psy pochowały się w rogi klatek, mężczyzna ku nieszczęściu wziął suczkę. Poderwałem się z miejsca...
Mijały minuty, słychać było ujadanie El Diabła. Chodziłem dookoła klatki, zastanawiając się co zrobić. Ostatecznie cudem udało mi się otworzyć klatkę. Skoczyłem przednimi łapami na przycisk otwierający wszystkie klatki. Ruszyłem biegiem w stronę odbiegających pisków i szczekania. Przeskoczyłem ogrodzenie stając pomiędzy suczką a dobermanem i wystawiając kły.
- Uciekaj! - krzyknąłem.
- Gdzie?! - jęknęła przestraszona.
Westchnąłem. Szybko podbiegłem do niej, podniosłem ją lekko głową pomagając przeskoczyć przez bramkę, po chwili również sam uciekłem. Wszyscy wybiegli z budynku w tym samym czasie.
- Szybciej mała, szybciej! - oglądnąłem się za siebie, byli coraz bliżej.
Przed nami rozciągnął się wysoki płot, psy przechodziły pod dziurą w płocie.
- Nie zmieścisz się! - krzyknęła.
- O mnie się nie martw.
Gdy tylko suczka przecisnęła się przez dziurę, skoczyłem na siatkę bez problemu ją przeskakując. Dzięki tej przeszkodzie udało nam się uciec tym zbirom. Było można odsapnąć.
- Powodzenia mała. - powiedziałem jedynie.
- Ej, czekaj. - stanęła mi na drodze. - Nie jestem mała, tylko Vanessa... i nawet nie wiem gdzie jestem. - powiedziała smutno, opuszczając łepek.
- Jestem Axel, powiedz, skąd ty w ogóle jesteś?
- Więc mi pomożesz? - zamerdała ogonem.
- Warum ich? Dlaczego ja? - mruknąłem pod nosem. - Odpowiedz na pytanie, zobaczymy co da się zrobić.
?
Od Vanessy do Axela
Moja pani jak zwykle wyszła na parę godzin do centrum handlowego, więc postanowiłam wyjść na krótki spacer. Zapewne ona nie zdaje sobie sprawy z tego, że jej pies wałęsa się po mieście za każdym razem gdy gdzieś wychodzi.
Trąciłam nosem okno i sprawnie wyskoczyłam na podwórko. Teraz od ulicy dzieliło mnie tylko wysokie, metalowe ogrodzenie. Ale co to dla takiej suczki jak ja... Podkopałam się pod prętami i wybiegłam na jezdnię. Zaczęłam obserwować samochody czekając aż, któryś się zatrzyma i przeszłam na drugą stronę. Stojąc na chodniku rozejrzałam się wokół, myśląc którą drogę powinnam dziś wybrać. Nagle usłyszałam dźwięk klaksonu, a potem obok mnie zatrzymało się czarne auto.
Uważnie przyjrzałam się kierowcy -umięśniony, ponury mężczyzna zbliżał się do mnie szybkim krokiem. Zdezorientowana zaczęłam się wycofywać ale po chwili ktoś stojący za mną złapał mnie wpół i nim zdążyłam go ugryźć wsadził mnie do bagażnika i zatrzasnął drzwi.
Szczekałam tak głośno jak mogłam ale nikt nie zwrócił uwagi na odjeżdżające auto z zamkniętym w bagażniku psem. Nie wiem jak długo trwała podróż, dokąd jechaliśmy... Wiem tylko tyle, że miejsce do którego dotarliśmy wcale mi się nie podobało.
Axel?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)